Dawid Cieślik
Strona główna  »  Aktualności wspólnoty  »  Dawid Cieślik
lut
19
Dawid Cieślik
Ciasne, tanie i na kredyt
Oszczędne mieszkanie
0
, , , , ,
Ciasne, ale własne

„Najlepiej na swoim” – twierdzi Pani Kazimiera (76 l. z wrocławskiego Południa). I nic w tym dziwnego, hasło to powtarzamy od pokoleń. Nacechowane emocjonalnie podkreśla nieodpartą chęć posiadania własnego lokum. Dla pokoleń wychowanych w postkomunistycznej Polsce akt własności mieszkania jest najlepszym ubezpieczeniem na wypadek nieszczęścia w życiu.

A czy na pewno tak jest? A co w kontekście obecnej sytuacji gospodarczej w Polsce?

Niemal dla każdej rodziny zakup mieszkania wiąże się z kredytem hipotecznym. Brak stabilności rynku pracy, pełnego umów śmieciowych nie ma przełożenia na wysokie wymagania banków w obliczaniu zdolności kredytowych. Wysokie oprocentowanie kredytu długoterminowego oznacza wysokie raty miesięczne. Rosnące koszty żywności i mediów determinują sposób życia powodując, że jedynym naszym celem jest przetrwanie. Zanim zdecydujemy się na potomstwo, przeliczamy majątek a lęk przed niepewnym jutrem potęguje się. W takiej sytuacji na „pomoc” przychodzi bank. Wypracowanie zdolności kredytowych wiąże się z utrzymaniem stanowiska w miejscu pracy, co napędza nam tempo życia. Nie mogąc się doczekać własnego mieszkania, uciekamy do stwierdzenia „ciasne ale własne”. Zamiast zapewnić sobie odpowiednio duże mieszkanie, rezygnujemy z niezbędnego dla naszych potrzeb metrażu i kupujemy mniejsze – tańsze. Badania CBOS wskazują, że tylko 16,4% ankietowanych bardzo dobrze ocenia swoją sytuację mieszkaniową. Aż w 41% polskich domów na jedną osobę przypada nie więcej niż 20 metrów kwadratowych (22,3% na powierzchni do 15m2 i 19,2% na powierzchni 15,1-20m2). Kiedy średnio w Skandynawii na jedną osobę przypada ponad 45 metrów.

Budownictwo lat 70

Jak budowano w latach siedemdziesiątych

„Jak w ’59 roku przyjechałam do Wrocławia to tu wokół były same ruiny i nie było gdzie mieszkać. Pracę na polu dostałam u przyjaciół pod Oleśnicą. Potem wzięli mnie na pomoc krawcowej, w nowym zakładzie. Mieszkałam na suplikatorce a po ślubie dostaliśmy z Tadkiem mieszkanie dwupokojowe. Wokół bloku z wielkiej płyty było dużo zieleni, szerokie chodniki, parki a obok dzisiejszego aquaparku cmentarz niemiecki. Wszyscy w klatce dobrze się znaliśmy, pielęgnowaliśmy kwietniki pod blokiem i nawzajem opiekowaliśmy dziećmi. Potem przez lata mieszkaliśmy w szóstkę – z dziećmi i prawnukiem. Nasze skromne 50 metrów wydawało się przestrzenne, bo było nasze – własne. Teraz, na czwartym piętrze, mieszkam sama, z kotem. Dzieci czasem mnie odwiedzają, a wnuki to tylko od święta. ” – kontynuuje Pani Kazimiera. Porównując powojenną zabudowę mieszkaniową z obecnymi standardami, uzmysławiamy sobie, że niewiele się zmieniło. Łatwiej teraz o samochód, niż o mieszkanie, co widać na chodnikach i każdym wolnym skrawku w centrach miast.

Ta sytuacja skłania do refleksji: czym deweloperzy karmią rynek nieruchomości?

Jeśli mieszkanie to koniecznie własne za gotówkę, tak wypowiadają się uczestnicy sondażu na łamach Gazety Wyborczej, cóż się jednak dzieje jeśli nie stać Cię na kredyt lub nie masz gotówki? Wiceminister infrastruktury i rozwoju Paweł Orłowski sugeruje, że równolegle do rozwoju rynku mieszkań kupowanych na własność powinien rozwijać się rynek mieszkań pod wynajem. Bank Gospodarstwa Krajowego stawia na ekspansję budownictwa czynszowego: zainwestuje 5 mld złotych. Wsparcie tego sektora ma pobudzić deweloperów do rozszerzenia oferty. Obecnie mieszkania wynajmowane stanowią 5% rynku nieruchomości (1,4% na wsi i 10,3% w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców). Największą grupą zainteresowaną najmem stancji są młode rodziny i napływający studenci, którzy w niektórych miastach Polski liczą nawet 30% (źródło: GUS). Chociaż jest to duża grupa najemców i rośnie wsparcie państwa, to deweloperzy wolą budować nam ciasne przestrzenie życiowe – dlaczego?  Te na sprzedaż przynoszą szybki zysk. W dużych miastach mieszkania w nowych budynkach sprzedają się średnio w ciągu 5 lat – wynajem przyniósłby zysk dopiero po 10 roku. Taką sytuację potęguje pielęgnowana od pokoleń niechęć do najmu, bo przecież „najlepiej na swoim”.

Podwórko studnia w zabudowie miejskiej

Polacy mieszkają w ciasnych mieszkaniach

Przyglądając się państwom Europy Zachodniej zauważymy, że najem góruje nad mieszkalnictwem własnościowym. Tak, jak i w Polsce, najmujący czują się niezależni – gdy ich sytuacja życiowa zmienia się, przemieszczają się swobodnie za miejscem pracy lub do większego lokum. Nie są obciążeni długoterminowym kredytem, ani nie ponoszą ryzyka w przypadku skoków walutowych (np. nagłe drożenie franka szwajcarskiego o 20% w styczniu 2015 wpłynął na życie 35 tysięcy Polaków). Mieszkania najmujemy dostosowując ich parametry do zmieniających się potrzeb i możliwości finansowych. Mamy przy tym możliwość negocjacji ceny, co jest abstrakcją w stosunku do obowiązkowej regulacji należności bankowych. Za remonty i usuwanie usterek odpowiada właściciel, którym może być firma postdeweloperska. Z drugiej strony najmujący może w dowolnym momencie i bez uzasadnienia podwyższyć czynsz lub eksmitować nas. Od niedawna funkcjonują bowiem regulacje prawne, które to umożliwiają. Wadą jest też ograniczona możliwość wprowadzanych zmian wystroju i przebudowy, ponieważ każdorazowo należy pytać o zgodę. Poza tym rzadko kto ma chęć inwestowania w nieswoją własność.

Rozpisując wady i zalety mieszkalnictwa własnościowego i najmu nasuwa mi się pytanie: dlaczego ograniczamy się do tych dwóch form, skoro istnieją alternatywne sposoby zamieszkiwania?

Przykład z życia: Szwedzka wspólnota mieszkaniowa Färdknäppen powierzyła swoją inwestycję firmie specjalizującej się w budownictwie czynszowym. Mieszkańcy ponieśli małe nakłady finansowe podczas budowy. Inwestycja była rentowna także z punktu widzenia firmy inwestującej, ponieważ osoby zdeklarowane do zamieszkania posiadały zabezpieczenie finansowe w postaci istniejących, własnościowych mieszkań. Zawiązanie stowarzyszenia, jako formy prawnej, umożliwiło łatwe rozliczanie się z przedsiębiorstwem mieszkaniowym. Firma otoczyła opieką niektóre przestrzeni budynku i przejęła obowiązek utrzymania dobrej kondycji technicznej, co jest rekompensowane finansowo. Każdy użytkownik płaci roczną składkę członkowską, co pomaga uzyskać stały budżet na utrzymanie budynku. Środki te trafiają do spółki patronackiej, która ma za zadanie finansować remonty, wymianę zepsutego sprzętu i realizację przyjętych przez wspólnotę zmian. Korzyści majątkowe, jakie odczuwają mieszkańcy, to głównie mniejsze koszty kupowanej hurtowo żywności, likwidacja płatnych usług technicznych oraz zminimalizowanie kosztownych usług społecznych. Współpraca z różnymi organizacjami pozwala rozwijać twórcze zamiłowania bez wnoszenia opłat. Całkowity koszt utrzymania wspólnoty, przypadający na każdego mieszkańca, jest stosunkowo niski w porównaniu do typowej zabudowy.

Od postępu technicznego i rozwoju osiedli robotniczych tempo życia nieustannie wzrasta. Tracimy na tym MY – nasze samopoczucie, czas wolny i szlachetne priorytety. Dokąd zmierzamy? Polacy są zmęczeni ciasnymi mieszkankami, dlatego swoistego oddechu poszukują poza miastem lub na jego obrzeżach, co pogłębia szkodliwy proces rozlewania miast. Ci, których na to nie stać są skazani na drogie i ciasne „suplikatorki” stawiane właśnie przez deweloperów. Oczywiście zawsze alternatywą pozostaje cohousing. Tworząc nowoczesną wspólnotę, możemy kształtować ją na własnych warunkach. Niezależnie od tego, czy budujemy od podstaw – czy kreujemy ją w miejscu obecnego zamieszkania, dostosujmy nieruchomość do naszych potrzeb i możliwości – nie na odwrót!

lut
12
Dawid Cieślik
Cohousing
Encyklopedia
0
, , , , ,
DSC00729

Z definicji cohousing to sposób na realizację inwestycji, jaką jest tworzenie grupy jednostek mieszkalnych (mieszkań, domów jednorodzinnych) powiązanych ze sobą ściśle określonymi zasadami, pomagającą w sposób ciągły wzmacniać więzi sąsiedzkie. Wykorzystując zasady zrównoważonego mieszkalnictwa (elementów zrównoważonego rozwoju wykorzystywanych w mieszkalnictwie), odpowiada na wyższe potrzeby mieszkańców. Jest to wspólnota mieszkaniowa, która pomimo wysokiej integracji sąsiedzkiej zapewnia równowagę pomiędzy intymnością przestrzeni mieszkania a powszechną dostępnością strefy wspólnotowej. Wspólnota tego typu składa się z prywatnych mieszkań i ogólnodostępnych przestrzeni. Każde samodzielne mieszkanie składa się z części mieszkalno – sypialnianej, kuchni i łazienki. Lokale są dobrze skomunikowane z przestrzenią wspólną. Ta, z kolei, ma charakter domu wspólnotowego, w którym w zależności od potrzeb i możliwości mieszkańców znajduje się zwykle duża kuchnia z jadalnią i kącik do zabaw dzieci. W pobliżu zabudowy zlokalizowane są tereny przeznaczone dla rekreacji: plac zabaw, basen, boiska sportowe, ogrody. Ideą przyświecającą funkcjonowaniu osiedli typu cohousing jest zarządzanie oddolne, co oznacza, że nie ma jednostki zarządzającej, a w sprawach osiedla decydują wszyscy mieszkańcy. Wspólne gospodarowanie dobrami ma dobry wpływ na ekonomię i ekologię. W mieszkańcach rodzi się większa chęć uczestniczenia w życiu i rozwoju osiedla.

Celem, jaki towarzyszy tworzeniu zabudowy typu cohousing jest utworzenie takich relacji sąsiedzkich, które pozwolą w sposób bezkolizyjny zarządzać wspólnymi dobrami. Atutem dzielenia wspólnej przestrzeni jest rosnąca więź międzyludzka, której podstawą jest zaufanie. By przyspieszyć ten proces mieszkańcy powinni wywodzić się z możliwie różnych kręgów społeczeństwa. Ich obszar zainteresowań musi powodować wzajemne uzupełnianie się umiejętności. Głębsze relacje sąsiedzkie zwiększają bezpieczeństwo osiedla, a wzajemna pomoc w zwykłych obowiązkach każdego dnia skraca czas pracy w domu. W nowoczesnych wspólnotach kładzie się nacisk na polepszenie jakości życia przez współpracę. W taki sposób rodzi się chęć wzajemnej pomocy.

By dokładnie sprecyzować grupę docelową cohousingu, należy rozważyć wyżej wymienione elementy i wyselekcjonować potrzeby i możliwości przyszłych mieszkańców (każdego z osobna, jak i całej grupy). Trzeba pamiętać o jednej, nadrzędnej cesze wspólnej, jaka będzie jednoczyć społeczność wspólnoty – chęć do współdzielenia wybranych przestrzeni i zaufanie do sąsiadów. Cohousing ma w swoich założeniach racjonalne gospodarowanie dobrami, dlatego łatwo asymiluje się w grupach społecznych ceniących oszczędność.

lut
1
Dawid Cieślik
Cohousing a kooperatywy
Encyklopedia
0
, , ,
Osiedle cohousingowe w nowoczesnym stylu
W okresie międzywojennym Polacy tworzyli kooperatywy mieszkaniowe chcąc wybudować sobie miejsce do zamieszkania. Wynikało to z potrzeby zapewnienia sobie jedynie dachu nad głową – nic więcej. Po I Wojnie Światowej było za mało mieszkań i domów, dlatego Rząd II Rzeczpospolitej zagwarantował Polakom współfinansowanie kooperatyw. Była to najszybsza i najprostsza metoda odbudowy zniszczonego państwa. Obecne kooperatywy służą zapewnieniu sobie większego komfortu finansowego i użytkowego. Sprowadza się to do tego, że ma być taniej i znacznie lepiej niż u dewelopera (architektura o lepszych parametrach, bezpieczny proces inwestycyjny, przestrzenie dedykowane konkretnym mieszkańcom).

Czytaj więcej …